niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 22

Dedyk dla Juli :)

W drzwiach ujrzałam Liama, który na mój widok zrobił ogromne oczy i ruszył w moją stronę. Podniósł mnie z ziemi i położył na łóżku.. nic nie mówiąc wezwał do mojego pokoju „moją świtę” i zamkną drzwi.

  • Jak się czujesz ??? - zapytał Bartman.
  • A jak ty byś się Zbyszku czuł jakby cały twój świat się zruinował ? - Odpowiedziałam z ironią w głosie.
  • Nie złość się.. - bąkną Michał.
  • Tak nic nie wskórasz Dziczku.... Gabi zrozum że wiemy co czujesz ale nie rozumiemy dlaczego i jak znalazłaś się na drugim końcu miasta ?.! - powiedziała spokojnie moja Klaudziunia i spojrzała mi prosto w oczy.
  • Nie zajmujcie się mną tylko sobą.!!! - Krzyknęłam i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. (zapewne zapytacie czemu akurat ja się tak tym wszystkim przejmuję. Otóż to dlatego że mam wrażenie że to stało się przez nas ponieważ tu przyjechaliśmy) Weszłam do pokoju naprzeciwko. Na kanapie w salonie siedziała Oliwia a w jej bluzkę wypłakiwał się Harry.... Było widać że moja kuzynka wie że płaczem i tak nic nie wskóra ale nie zabraniała tego swojemu ukochanemu. Podeszłam do nich i zauważyłam że Olka bawi się włosami Hazzy co strasznie go uspokaja. Wyciszała go jak niemowlę. Wyglądało to przepięknie. Troskliwa i opanowana dziewczyna ucisza swojego płaczącego i zrospaczonego chłopaka. Usiadłam obok pary i spojrzałam Oliwce w oczy. Jej spojrzenie było pełne troski. Była spokojna chociaż nie wiedziała jak dalej będziemy żyć. Udawała że nic się nie stało aby uspokajać innych. Zachowywała się tak jak ja nie potrafiłam.
    Kuzynka skierowała swój wzrok na moją rękę. Poprosiła mnie o podniesienie jej do góry co automatycznie zrobiłam. Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo moja ręka jest poraniona. Lekkim ruchem prawej ręki pokazałam towarzyszce że ma zostać na swoim miejscu.. że sama dam sobie radę. Kuzynka przytaknęła tylko głową i przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na swojego romea....
    Wstałam i ruszyłam w stronę łazienki.... Kiedy weszłam do łazienki zobaczyłam na ziemi jakąś osobę......

    ---------------------------------------------------------------------------------------
    I jak rozdział ? Uwaga ! Wprowadzam nowe zasady bo widzę że jak są nowe posty to są wejścia ale nie ma komentów...  Oczywiście dziękuję wszystkim którzy komentują ale troszkę dziwnie się czuję kiedy wchodzę na bloga ucieszona bo wczoraj było 5 komentów a tu nie ma żadnych a wejścia są... Więc następna część będzie za dwa dni chyba że zobaczę minimum 2 Komentarze.. Chciałabym żeby wszyscy moi czytelnicy komentowali każdy wpis ponieważ wtedy mogę ocenić jaki styl pisania wam się podoba :) Dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania i komentowania :) 

Rozdział 21

Dedykacja Dla Madzi :)

Biegłam przed siebie nie patrząc w którą stronę tak naprawdę się udaję. Nie mogłam tam zostać. To było zbyt... nie wiem jakie... To mnie po prostu przerosło... nie wiem czy to było zbyt smutne czy może zbyt...... głupie.... okropne.... nieczułe.... nie wiem.. nie wiem co myśleć.... poznałam ich... jestem ich przyjaciółką... ja chyba ich kocham..... a on ten egoista właśnie rozbił ten zespół.... tą rodzinę... to wspólne szczęście... on po prostu to zniszczył kilkoma słowami... Ciągle mam przed oczami ten widok.. te zdeterminowane... zaskoczone... zrospaczone.. twarze moich przyjaciół... mojej rodziny....
Dalej biegłam przed siebie, nie patrzyłam w tył.... czułam że się pogrążam... że mój organizm nie ma już siły... pomimo to biegłam dalej... myślałam że czując ból fizyczny mój mózg chociaż na krótką chwileczkę zapomni o tym co się wydarzyło... nie będzie o tym myślał..... ale to nic nie dało.... Po chwili zorientowałam się że jestem na drugim końcu miasta, lecz w tym samym momencie poczułam że tracę siły, że moje ciało w tym właśnie momencie umiera.. zobaczyłam ciemność... jedyne co dalej pamiętam to krzyk, trzask i ból po upadku......
Właśnie się obudziłam widzę że jestem w domu... zaraz, zaraz... nie dawno.. znaczy chyba niedawno byłam na drugim końcu miasta.... auuuu głowa mi pęka.... wstałam i ujrzałam się w lustrze.... byłam blada jak ściana..... moja lewa ręka była cała poharatana.. zdziwiona... może raczej nie zdziwiona tylko zrospaczona bezwładnie upadłam na ziemię.. na dywan. Łzy lały się po moich policzkach strumieniami.... Wyglądałam okropnie... po prostu się nie poznałam.... byłam brzydka jak... jak.... nie wiem jak to powiedzieć.... czułam się najbrzydsza na świecie.... wyglądałam ohydnie
i miałam świadomość że moje życie całkowicie się zmieni.. że nie będzie już tego szczęścia..... tej radości..... miłości.... to już nie będzie moje życie......
Nie powstrzymywałam łez..... płakałam jak dziecko.... no bo w sumie co mi pozostało jak nie wypłakanie się no i powrót do polski a później..... później śmierć.... nie wiem... czy chcę dalej żyć.... takie życie nie ma sensu... jeśli ktoś miał wszystko czego chciał
i stracił to ponieważ nie dopilnował... nie zainteresował się swoimi bliskimi.... taki ktoś powinien zginąć....
Nagle do moich umierających bębenków doszedł odgłos czyiś kroków.... Do pokoju wszedł.,....
------------------------------------------------------------------------------------------
Czy tylko ja mam wrażenie że ten rozdział wyszedł mi taki troche depresyjny ? :P
Dziękuję za wszystkie komentarze :) Cieszę się że mam takich wspaniałych czytelników... Mam pytanko. Czy chcecie może żebym zaczęła pisać takie krótkie opowiadania ? Takie Imaginy.. wyraźcie swoją opinię na ten temat w komentarzu pod rozdziałem :) Dzięki i pozdrawiam :)

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 20



  • Louis nie chciałem poruszać tego tematu w szpitalu ale.... - Zaczął loczek.
  • Ale kiedyś musieliśmy zacząć tą rozmowę.. - Kontynuował za nim Liam.
  • Oj no chłopaki naprawdę teraz chcecie ze mną o tym rozmawiać ?! Naprawdę zaraz po powrocie do domu chcecie mnie zdołować ?!.... - Marchewkowy żarłok, bronił się, jakby bał się szczerej rozmowy z domownikami.
  • Lou no weź.! Czy ty naprawdę nie rozumiesz że my się o ciebie troszczymy !! - Zaczął wściekły Niall którego zaraz uciszyłam.... Widziałam że Malik także ledwo powstrzymuje swoje emocje więc usiadłam obok niego.
  • Niall spokojnie... Bądźmy tolerancyjni.. Hazza siadaj... - Uspokajała wszystkich moja wiecznie cierpliwa kuzynka (która zauważyła że kolejnemu członkowi zespołu zaciskają się pięści).
  • Louisie Tomlinson'ie zrozum że nam chodzi tylko i wyłącznie o twoje dobro... Nie wiemy dlaczego to zrobiłeś.... Dlaczego chciałeś zmarnować swoje życie w tak durny sposób.... ale bardzo chcemy się dowiedzieć. Mamy prawo wiedzieć, jak ciężkie jest twoje brzemię i jak możemy pomóc ci podnieść się z ziemi.. - Powiedział Liam, patrząc przyjacielowi prosto w oczy. Widziałam że Lou lekko próbował uciekać wzrokiem, lecz po chwili uległ przeszywającemu spojrzeniu swojego „tatuśka”.
  • Obiecuje że zaraz wam wszystko opowiem lecz pierwsze chciałbym wam coś powiedzieć. - Oznajmił „oskarżony”.
  • A więc słuchamy.... tylko proszę cię Looouu niech to będzie coś mądrego, albo chociaż sensownego. - Powiedział czarnowłosy powoli wypuszczając powietrze.
  • Ja wiem że nasz zespół jest jak rodzina. Wiem także że zraniłem moją rodzinę.... Raniąc moją rodzinę rozbijam zespół.... więc.... odchodzę z zespołu....- Powiedział przyjaciel i usiadł na kanapie.. Połowie zgromadzonych otworzyły się buzi... Ja ze względu na to że dla mnie to było zbyt dużo informacji powoli wstałam i z impetem wybiegłam na podwórko...........


    ------------------------------------------------------------------------------------
    Tym razem dedykacja dla Natalii :) 
    Nie masz pojęcia jaką radość zrobiłaś mi tym komentarzem :) Wielkie dzięki... 
    Zachęcam resztę moich czytelników do komentowania :) sami widzicie jak to na mnie działa :)

Rozdział 19

Z dedykacją dla Oliwki... Dzięki za te wszystkie komenty :)

Obudziliśmy się o 9.00. Kiedy wszyscy pozałatwiali swoja poranną toaletę, byliśmy gotowi do zabrania przyjaciela do domu. Ruszyliśmy do szpitala. W drodze można było usłyszeć kilka rozmów. Każdy rozmawiał o czymś innym. Ja rozmawiałam z Niallem, Klaudia z Oliwią itp. (W tym czasie siatkarze byli już na treningu... My aktualnie nie mamy treningów bo trener wyjechał do rodzinnego domu bo ktoś z jego rodziny jest śmiertelnie chory...) Dojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy na odpowiednie piętro. Przeprowadziliśmy rozmowę z lekarzami i pielęgniarkami. Podobno wszystko z naszym przyjacielem jest w porządku, więc ruszyliśmy pod jego pokój.


  • eeee Lou jesteś tu ??? - zapytałam zaniepokojona nie widząc kolegi.
  • Tak jestem. Ooo już jesteście... super czekajcie chwileczkę.... - Mówił wychodząc spod łóżka.
  • Wiesz co... Po tym co się dowiedzieliśmy, to ja już nawet nie chcę wiedzieć coś ty robił pod tym łóżkiem... - zeyn mówił patrząc na bruneta który wyczołgiwał się spod łóżka.
  • HAHA bardzo śmieszne.. Zeyn jak ty coś powiesz to normalnie boki zrywać....
    A pomyśl logicznie co ja tam mogłem robić.....eee albo nie... nie myślcie już..... po prostu łyżka mi spadła więc jej szukałem... - Wybronił się z zakłopotania piosenkarz.
  • Dobra ciołku. Ubieraj się i jedziemy do domu... jakoś nie lubię ścian szpitala...- Mówił Liaś widząc że jego przyjaciel nie jest jeszcze ubrany..
    Louis przewrócił oczami i włożył na siebie ubrania. Poszliśmy do recepcji aby nasz podopieczny został wypisany i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Po wyjściu ze szpitala udaliśmy się do domu, a podróż powrotna minęła nam tak samo jak ta wyjazdowa. Po dotarciu do miejsca zamieszkania Harry chciał zacząć
    z Loui'skiem „trudną rozmowę”. A brzmiała ona mniej więcej tak........


    ----------------------------------------------------------------------------------
    Jeszcze raz dziękuję moim "komentatorkom" a reszte czytelników proszę o komentarze :) miło jest wiedzieć jak się innym podobają moje "bajeczki" :)

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 18

Louis leżał na białym łóżku a obok niego kręciły się dwie pielęgniarki. Cały czas coś robiły. Co jakiś czas wbijały mu jakiejś zastrzyki co powodowało że na bladej twarzy bruneta pojawiały się objawy bólu. Podeszłam do przyjaciela i chwyciłam go za rękę. Za drugą rękę chwycił go Harry.


  • Jesteśmy przy tobie. Słyszysz ?! Jesteśmy i zawsze będziemy. Rozumiesz mnie ?! - Loczek mówił do Louisa.... Widać było że mu zależy. Nagle po moim policzku spłynęła jedna pojedyncza łza która spadła na rękę Lou. Brunet podniósł głowę i popatrzył prosto w moje oczy. Jego przeszywające spojrzenie sprawiło że moje oczy znowu zaczęły się szklić.
  • Nie płacz.... przecież nic mi nie jest. Jutro wychodzę ze szpitala więc wszystko wam wyjaśnię. - Oznajmił przyjaciel i przeniósł swój wzrok na Harrego, po którym było widać że ciągle bije się z myślami. Oliwia położyła rękę na ramieniu wybranka a ten się odwrócił. Dostał całusa, po czym uśmiechną się do chorego.
  • Mam nadzieję że wiesz jak bardzo nam na tobie zależy i następnym razem będziesz  uważał na to co robisz. Jutro nam wszystko opowiesz a teraz kładź się i odpoczywaj... - Powiedział i pokazał nam ręką na drzwi. Posłusznie opuściliśmy pomieszczenie i udaliśmy się do domu. Podczas podróży nikt się nie odzywał, co jakiś czas dało się usłyszeć nerwowe przełykanie śliny Nialla. Wiedziałam że kiedy wejdziemy do mieszkania muszę z nim porozmawiać ponieważ sam nieda sobie z tym rady. Kiedy dotarliśmy na miejsce Zibi, Klaudia, Dziku i Zeyn weszli do domu a ja poszłam do ogródka. Reszta pospieszyła za mną.
  • Dzięki że to powiedziałaś. No wiesz ja nie..... Znaczy.... Po prostu.. - Harry niemiłosiernie się jąkał.
  • Hazza chciał powiedzieć że gdyby nie twoja przemowa nadal siedzielibyśmy na korytarzu w szpitalu i opłakiwalibyśmy los tego świata.... Jesteśmy ci bardzo wdzięczni za te szczere słowa. - Oznajmił Liam, na co loczek przyjaknął i odwrócił się w stronę Oliwi, którą wziął na ramiona i okręcił wokół własnej osi.
  • Nie martw się będzie dobrze, przecież słyszałaś. - Powiedział i troskliwie się do niej uśmiechną. Oliwia też się uśmiechnęła i dała wybrankowi całusa w policzek po czym zeskoczyła z jego rąk...... Udaliśmy się do domu i obejrzeliśmy jakiś film w trakcie którego wszyscy zasnęli....

    -------------------------------------------------------------------------------------
    Jak się podobał rozdział ? Chcecie może jakiejś jedno rozdziałowe albo dwu rozdziałowe opowiadania ? jak ktoś chce to pisze w komencie dla kogo on ma być no i nie zapominajcie o recenzji tego rozdziału :P

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 17



  • Spokojnie – Powiedział kiedy zobaczył nasze wystraszone miny.-
  • Z pacjentem wszystko w porządku. Tylko......
  • Co tylko.. jak pan zaczyna to niech pan kończy.. - Zeyn lekko podniósł głos.
  • Tylko we krwi Tomlinsona znaleźliśmy ślady dość dużej ilości narkotyków....- Powiedział lekarz a my zamarliśmy. Liam który stał blisko ściany oparł się o nią, lecz zaraz po tym osunął się po niej i kucnął. Po jego twarzy zaczęły spływać łzy, więc żeby to ukryć schował głowę w dłoniach i włożył między kolana. Oliwia kiedy to usłyszała rzuciła nie z płaczem na loczka który odczuwał to wszystko chyba najbardziej z nas. Z ukochaną w ramionach usiadł na ławce i oboje zaczęli płakać. Zeyn opanował swoje emocje i próbował uspokoić Niall'a który tą wiadomość zniósł wyjątkowo źle. Obwiniał się. Mówił że to jego wina bo ostatnio zjadł Lou śniadanie i on dlatego sięgnął po narkotyki. Wymyślał jakiejś głupoty
    a między tym wycierał swoją zalaną łzami twarz.
  • Ej... - Powiedziałam powstrzymując łzy – Co wy robicie.? To jest wasz przyjaciel, członek waszego zespołu, jeden z nas. To on ma w krwi narkotyki nie wy. Skoro wy nie potraficie tego znieść to pomyślcie co się teraz z nim dzieje.... trzeba mu pomóc a nie się obwiniać czy użalać nad jego losem. Musimy podnieść go na duchu a nie zdołować. Naszym zadaniem jako że jesteśmy najbliższymi mu osobami jest wyciągnąć go z tego nałogu. Nie ważne jak trudne to będzie nie poddamy się. - Kiedy skończyłam przemowę poczułam na ramieniu czyjąś rękę. Kiedy się odwróciłam uświadomiłam sobie że już nie panuję nad swoimi emocjami. Przede mną stał Dziku a za nim Zbyszek, którzy właśnie przyjechali do szpitala ponieważ przedtem byli na treningu. Zbyszek ruszył w stronę mojej przyjaciółki która siedziała na ławce i swoimi błękitnymi zaszklonymi oczami wpatrywała się w sufit i powtarzała pod nosem „zawsze może być gorzej, pamiętaj na razie jest dobrze”. Kiedy zobaczyła Zibiego rzuciła mu się w ramiona ni zaczęła szlochać. Ja zrobiłam dokładnie to samo lecz po chwili przypomniało mi się co powiedziałam przed chwilą. Pokazałam Michałowi drzwi do sali w której leży brunet na co ten przytaknął głową. Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę miejsca „tortur” przyjaciela. Reszta grupy zrobiła to samo. Kiedy weszliśmy zobaczyliśmy...................

    ---------------------------------------------------------------------------------
    I jak ten rozdział podoba się moim slodziakom ? 

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 16



  • Louis !! - Krzyknęłam i z dziewczynami ruszyłam w stronę bruneta.
  • Niall, Zeyn wyprowadźcie je. - Oznajmił Liam i uklęknął obok przyjaciela. W tym samym czasie Hazza dzwonił do szpitala. Chłopaki próbowali nas wyprowadzić lecz stawiałyśmy opór, czyn wkurzyłyśmy ich. Przerzucili nas sobie przez ramiona i wynieśli z domu.
  • Nialler, Zeyn jak możecie !!! wasz przyjaciel właśnie zemdlał !!! a wy po prostu wyszliście z tam tond !!! Puśćcie nas no !! - Darła się Klaudia, ale to nic nie pomogło. Ja odpuściłam i dałam upust emocją. Zaczęłam beczeć jak małe dziecko, co spowodowało że zeyn położył mnie na ziemię i uklękną nade mną.
  • Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Nic mu nie będzie.... Dziewczyny do was też mówię, nic mu nie będzie rozumiecie ?!... - Ostatnie zdanie mulat wypowiedział stanowczo, moim zdaniem troszkę za stanowczo. Moje „towarzyszki rozpaczy” usiadły obok mnie i zaczęłyśmy się przytulać. Niall z Zeynem stali nad nami i o czymś rozmawiali. Chociaż blondyn próbował ukryć swoje emocje było widać że jest strasznie zaniepokojony.
  • Nie wiecie co mogło mu się stać ?? - Zapytałam a moje oczy na nowo zaczęły napełniać się łzami.
  • Spokojnie to nic poważnego, ale na wszelki wypadek Harry już dzwonił po karetkę, lepiej dmuchać na ciepłe nie Niall ? - Zapytał wystraszonego blondyna na co on przytaknął głową lecz po chwili dodał.
  • Nie prawda. - Powiedział i spotkał się z pytającym a zarazem wściekłym spojrzeniem Malika. - Mówi się dmuchać na zimne a nie na ciepłe. - Oznajmił
    a w odpowiedzi zobaczył face palma przyjaciela. Po 5 min od naszej rozmowy przyjechała karetka i zabrała piosenkarza do szpitala. Przez następne 10 min reszta zespołu próbowała nas uspokoić. Z wielkim trudem ale wykonali swoje zadanie i ruszyliśmy w stronę szpitala. Wbiegliśmy na korytarz. Liam zapytał gdzie leży Louis. Po otrzymaniu odpowiedzi skierowaliśmy się w podane miejsce.
    Po 15 min czekania z pomieszczenia wyszedł lekarz........

    -----------------------------------------------------------------------------------
    I jak rozdział ? Będzie mi miło jak zobaczę jakiejś pozytywne lub negatywne komenty :P